browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Dzień 7 (Lednice – Bratysława)

Posted by on 30 marca 2012

Dzień 7:
Lednice – Breclaw – Lanzhot – Kuty – Sekule – Morawsky Svaty Jan – Velke Levare – Malacky – Stupava – Zahorska Bystrica – Lamac – Bratislawa

długość: 101 km

Mapka trasy:


Trasa rowerowa 1483464 – powered by Bikemap

Po burzliwej, deszczowej nocy poranek wstał rzeżki, my również rzeźcy jedziemy z samego rana zwiedzić Lednice, bo wczoraj nie udało nam się to ze względu na późną porę przyjazdu. Koniecznie chcemy obejrzeć pałac Liechtensteinów i uczestniczyć we mszy świętej, bo to dziś niedziela. Do pałacu trafiamy bez problemów, bo budynku i gigantycznego przypałacowego parku nie można przeoczyć. Od 1996 roku pałac w Lednicach jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO (Czechy mają 12 obiektów na liście, Polska – 13).

Fragment zamkowej zabudowy

Fragment zamkowej zabudowy

Jest wczesny ranek, a więc o zwiedzaniu wnętrz nie ma mowy. W związku z tym podziwiamy to, co można podziwiać z zewnątrz, a szczególnie park.

Ujeżdżalnia

Ujeżdżalnia

Fragment przyzamkowego parku

Fragment przyzamkowego parku

Próbujemy znaleźć kościół w Lednicach, ale to się nam nie udaje. Minaret, owszem, stoi. Jedziemy więc dalej, może gdzieś po drodze nam się uda. Z Lednic do Breclavia jedziemy piękną ścieżką rowerową przez las. Jest trochę wilgotno, ale ptaki pięknie śpiewają, aż chce się jechać.

W drodze do Breclavia

W drodze do Breclavia

Breclav okazuje się całkiem sporym miastem, choć może nie najpiękniejszym na trasie. Jest ładnie wkomponowane w rzekę o nazwie Dyja.

Břeclav, Dyje

Kościół Nawiedzenia Marii Panny

Kościół Nawiedzenia Marii Panny

W Breclaviu są dwa czynne kościoły, więc udaje nam się uczestniczyć we mszy świętej. Pod kościołem nasze objuczone rowery wzbudzają spore zainteresowanie, więc opowiadamy pokrótce o naszej wyprawie i wyrażamy gotowość przyłączenia do naszego zespołu najbardziej chętnych. Ale trzeba jechać dalej, granica czesko-słowacka już niedaleko i po chwili jesteśmy na niej.

Granica czesko-słowacka na rzece Moravie

Granica czesko-słowacka na rzece Moravie

Może nam się wydaje, ale słowackie wioski nie są już tak ładnie utrzymane, jak czeskie, a przecież jesteśmy niedaleko stolicy. A że Bratysława blisko – można poznać po wzmożonym ruchu samochodów, chociaż dzisiaj jest niedziela.

Jedna z mijanych słowackich wiosek

Jedna z mijanych słowackich wiosek

Jesteśmy w stolicy...

Jesteśmy w stolicy...

No i jesteśmy w Bratysławie. Ruch drogowy się natęża, ścieżek rowerowych nie widać, musimy uważać, żeby się gdzieś nie rozłączyć. Na dodatek prawy pas jezdni przeważnie zarezerwowany jest dla trolejbusów, które bardzo nie lubią rowerzystów na swoim pasie. Jest to międzynarodowy zwyczaj nielubienia rowerzystów, w Wilnie było podobnie. Więc przyszło nam jechać środkowym pasem jezdni, ale dajemy radę, choć nieraz jesteśmy wyciskani z tego pasa przez nieco większych od nas użytkowników w stronę trolejbusów. A kemping jest po przeciwnej stronie miasta, na dzielnicy Zlate Piesky.

Udało nam się szczęśliwie dojechać na miejsce. Kemping Zlate Piesky jest olbrzymich rozmiarów, choć sądząc po architekturze i stanie budynków czasy świetności miał około 30 lat temu. Pani w recepcji nie sądzi, żeby znalazł się jakiś wolny domek, ale jeszcze popatrzy. No i wypatrzyła. Cena: 51,60 euro za dwie noce. Trochę drogo, ale za to bezpieczniej, niż w namiocie, bo akurat tutaj, jak nigdy dotąd mam potrzebę mieć oczy dookoła głowy, bo jakieś dziwne towarzystwo się tu kręci. Kemping wygląda, jak jakiś obóz przejściowy dla uchodźców. A może ksenofobia białego człowieka się u mnie budzi? W każdym razie rowery wciągamy do domku, żeby czasem wyprawa rowerowa nie zmieniła nam się w obóz wędrowny.

Tak nasz domek wygląda z zewnątrz...

Tak nasz domek wygląda z zewnątrz...

...a tak wewnątrz

...a tak wewnątrz

Jest już późne popołudnie, a więc za późno na zwiedzanie Bratysławy, stąd też postanawiamy rozejrzeć się po kempingu i po najbliższej okolicy kempingu. Blisko jest duże centrum handlowe nazywające się również Zlate Piesky, więc idziemy tam uzupełnić zakupy. Przy wyjściu zaskoczyli nas panowie z ochrony obiektu, pytając nas: „Jak myślicie, kto wygra wybory prezydenckie: Kaczyński czy Komorowski ?” Zrobiło mi się trochę głupio, bo za nic nie mogłem znaleźć w swojej głowie, kto jest prezydentem, czy premierem Słowacji, a tu Słowacy prezentują taką wiedzę polityczną o Polsce. Ale było to bardzo sympatyczne, tym bardziej, że nasze typowanie spodobało się Słowakom.

Centrum handlowe Zlate Piesky. Niebo wygląda groźnie, ale obeszło się bez burzy

Centrum handlowe Zlate Piesky. Niebo wygląda groźnie, ale obeszło się bez burzy

Renia konsumuje wino z Tesco. Takie samo można kupić w Polsce

Renia konsumuje wino z Tesco. Takie samo można kupić w Polsce

Zalew, nad którym usytuowany jest kemping, też się nazywa Zlate Piesky

Zalew, nad którym usytuowany jest kemping, też się nazywa Zlate Piesky

Łóżka z wystającymi gwoździami dla opalających się masochistów

Łóżka z wystającymi gwoździami dla opalających się masochistów

Posileni winem idziemy spać, bo jutro od rana zwiedzamy Bratysławę.

One Response to Dzień 7 (Lednice – Bratysława)

  1. przemek

    Ja na tym kempingu nocowałem pod namiotem a rowerem zapiąłem do płotu, pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *