browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Dzień 9 (Bratysława – Gyor)

Posted by on 4 kwietnia 2012

Dzień 9:
Bratysława – Samorin – brzegiem Dunaju – Medvedov – Gyor

długość: 98 km

Mapka trasy:


Trasa rowerowa 1490571 – powered by Bikemap

Wcześnie rano wyjeżdżamy z kempingu w Bratysławie i kierujemy się w stronę Dunaju. Ruch jeszcze nieduży, więc dosyć zgrabnie pokonujemy miasto i lądujemy gdzieś na peryferiach przy Dunaju, gdzie próbujemy znaleźć znakowaną ścieżkę rowerową prowadzącą wzdłuż Dunaju. Znajdujemy ją, tylko udajemy się nią w stronę Wiednia, o czym przekonujemy się, patrząc na z rzadka ustawione kierunkowskazy. Żaden problem zawrócić, dojeżdżamy do punktu wyjścia, ale w drugą stronę oznaczeń nie ma, a dróg odchodzi kilka. Więc trzymamy się wody i jedziemy. Tylko, że nasz Dunaj zrobił się jakby węższy i jeszcze bardziej węższy. Może jest za to głębszy? Tylko że słońce świeci nieco nie z tej strony, ale za to ścieżka piękna, aż się nie chce zatrzymywać.

Jedziemy piękną ścieżką rowerową, szkoda tylko, że nie w tę stronę, co trzeba

Jedziemy piękną ścieżką rowerową, szkoda tylko, że nie w tę stronę, co trzeba

Rzeka okazała się być Dunajem, ale Małym. Wracamy i rozglądamy się, gdzie popełniliśmy błąd. Nie widać oznaczeń. Ale od czego miejscowi cykliści. Spotykamy jakiegoś bardzo szybkiego kolarza, który z trudem przy nas wyhamował. Objaśnił nam, że każdego ranka jeździ dwie godziny na rowerze, jest mu obojętne, w którą stronę jedzie, więc może nas doprowadzić do ścieżki rowerowej wzdłuż Dunaju. Gdy się już upewnił, że z miejsca, do którego nas doprowadził, nie można zgubić drogi, bo Dunaj jest tuż obok nas, pożegnał nas i pognał dalej z zawrotną dla nas prędkością.

Wreszcie jesteśmy przy Dunaju

Wreszcie jesteśmy przy Dunaju

Dunaj za Bratysławą rozlewa się bardzo szeroko, z trudem dostrzegamy drugi brzeg. Ale droga jest wyśmienita, mnóstwo ptactwa, jedzie się doskonale. Ruch statków na Dunaju jest bardzo mizerny. Pamiętamy z zeszłego roku,jaki ruch panował na Mozeli, czy Sarze, tutaj prawie go nie ma.

Ko tak wysoko umieścił mój rowerek?

Ko tak wysoko umieścił mój rowerek?

Fontanna w naddunajskim miasteczku Samorin

Fontanna w naddunajskim miasteczku Samorin

Jesteśmy już blisko Węgier. W mieście Samorin częściej słychać język węgierski, niż słowacki. Mniejszość węgierska jest tu bardzo liczna. Kto wie, może to większość ?

Napisy w sklepach są w dwóch językach

Napisy w sklepach są w dwóch językach

Centrum Samorina

Centrum Samorina

Wybetonowany brzeg Dunaju ciągnie się kilometrami

Wybetonowany brzeg Dunaju ciągnie się kilometrami

Tam po drugiej stronie Dunaju są Węgry

Tam po drugiej stronie Dunaju są Węgry

Wreszcie jakiś ciekawy statek

Wreszcie jakiś ciekawy statek

Śluza w Gabcikovie. Tu też można przejechać na drugą stronę Dunaju

Śluza w Gabcikovie. Tu też można przejechać na drugą stronę Dunaju

My opuszczamy Słowację przez most w Medvedovie

My opuszczamy Słowację przez most w Medvedovie...

...i już witają nas Węgry

...i już witają nas Węgry

Witają i niemal od razu zganiają nas z drogi na szlak rowerowy, który prowadzi nas do lasu piaszczystą drogą. Naszymi obciążonymi sakwami rowerami nie da się nią jechać, musimy szukać jakiegoś twardego gruntu. Na horyzoncie pojawia się wieś, więc czym prędzej tam się kierujemy, licząc na coś ubitego i faktycznie mamy drogę. Zgodnie z mapą powinniśmy nią dojechać do Gyor, omijając główną szosę i tak faktycznie jest. Dojeżdżamy do Gyor i tu mamy problem. Nie możemy znaleźć kempingu, który uprzednio namierzyłem w internecie. Jeździmy w tę i z powrotem, próbujemy dowiedzieć się od ludzi, ale kontakt jest mocno utrudniony. Nie znają angielskiego, a gdy już uda nam się wyjaśnić, czego szukamy, oni nic na temat kempingu nie wiedzą. Wreszcie blisko jakiegoś centrum kongresowego spotykamy młodego Węgra, który doskonale nas rozumie, pokazuje nam drogę w stronę kempingu, jedziemy.

Niestety, na miejscu przykra niespodzianka. Zardzewiałe ogrodzenie, na bramce łańcuch z kłódką, teren zarośnięty chaszczami, nie było tam nikogo od ponad roku. Bulba. Jesteśmy już kompletnie zrezygnowani, zmęczeni, głodni, źli. Dopada nas bezradność. Ale próbujemy jeszcze raz. Spotykamy grupę młodych Węgrów, którym próbujemy wyjaśnić, co się stało. Węgrzy robią burzę mózgów i po chwili twierdzą, że na ogrodzeniu powinny być podane współrzędne miejsca, gdzie przeniesiono kemping. Idziemy, ale niczego takiego nie znajdujemy. Reklamacja u Węgrów. Idą z nami i znajdują na jednym z drzew obok ogrodzenia kartkę, na której podany jest nowy adres kempingu. Co prawda z drugiej strony miasta, ale mniejsza o to, aby tylko tam był. Jedziemy – i… jest! Pani co prawda nie rozmawia po angielsku, ale za to bardzo ładnie rysuje. Narysowała nam rysunek namiotu, rysunek domku, obok każdego rysunku podała cenę, my wskazaliśmy, co chcemy i wszystko jasne. Domek wygląda bardzo przyzwoicie.

Wreszcie można odpocząć...

Wreszcie można odpocząć...

A tak wygląda wnętrze. Tu stoczyliśmy nocną walkę z komarami

A tak wygląda wnętrze. Tu stoczyliśmy nocną walkę z komarami

Nauka węgierskiego z Rozmówek przez sen

Nauka węgierskiego z Rozmówek przez sen

Żeby nie trzeba było drugi raz tego kempingu szukać – podaję adres: Tópart Campsite, Mákosdűlői Utca 7, 9025 Győr. Większa ulica obok: Gyepszel Utca.

Dzisiejsza trasa była lekka, ale poszukiwania kempingu tak nas zmordowały, że zwiedzanie Gyor pozostawiamy na jutro. Dziś kręcimy się po kempingu i jego okolicach i wkrótce idziemy spać. Do jutra! O nie, za wcześnie się pożegnaliśmy. Gdy my idziemy spać – budzą się komary. Pełna synchronizacja. Ale nie wychodzą na dwór, choć piękna pogoda, tylko jako gospodarze budynku nawiązują z nami bezpośredni kontakt. Zbyt bezpośredni. Nie byliśmy mili w tych kontaktach. Wypowiadamy wojnę i tłuczemy je ile wlezie. Gdy już się trochę przerzedziło – próbujemy zasnąć jeszcze raz. Zmęczenie okazało się silniejsze od komarów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *