browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Dzień 11 (Papa – Balatonakali)

Posted by on 28 maja 2012

Dzień 11:
Papa – Ajka – Balatonakali

długość: 72 km

Mapka trasy:


Trasa rowerowa 1606911 – powered by Bikemap

Od rana jesteśmy bardzo podnieceni, bo dziś mamy osiągnąć cel naszej wyprawy – Balaton. Bardzo jesteśmy ciekawi, jak wygląda to węgierskie morze i choć jeszcze do celu pozostało nam około 80 km, to już czujemy zwycięstwo, że udało nam się zrealizować wymarzoną wyprawę. Więc osiągnijmy ten cel.

Pogoda sprzyja, więc skoro świt zwijamy nasze obozowisko i wyruszamy na trasę.

Zwijamy obóz

Zwijamy obóz

Jakieś wybrzuszenie nam się robi na trasie

Jakieś wybrzuszenie nam się robi na trasie

Mijamy wiele plantacji winogron. Nie są utrzymane tak pięknie, jak nad Mozelą w Niemczech, ale są. W końcu z czegoś ten tokaj trzeba wyrabiać. Ale jeśli ktoś kojarzy Węgry z zielonym kolorem na mapie – jako jedna wielka nizina – to się myli. Czujemy, że tak płasko, jak wczoraj, czy przedwczoraj – dziś na pewno nie będzie. Horyzont zaczyna nam się „górzyć”. Ale górki nie są już w stanie nas przestraszyć, a juz na pewno nie węgierskie.

A na razie wjeżdżamy w okolicę, gdzie rolnictwo jest wypierane przez przemysł. Trafiamy do zagłębia wydobywczego boksytu. Mnóstwo czerwonej ziemi wokół, kominy hut, wzmożony ruch ciężarówek. Wjeżdżamy do miasta, które ma bardzo łatwą nazwę do zapamiętania – Ajka (innych nazw miast węgierskich tak łatwo nie można zapamiętać). Nie wyobrażaliśmy sobie wówczas, że okolice tego miasta za niecałe 3 miesiące dotknie jedna z najbardziej toksycznych katastrof w Europie, gdy zostanie przerwana ściana gigantycznego zbiornika ze żrącym  szlamem, który zaleje okoliczne miejscowości.

Ajka

Ajka

Ajka - park

Ajka - park

Wyjeżdżamy z Ajki i kierujemy się w stronę wzgórz zwanych  Lasem Bakońskim. Po drodze mijamy plantacje winorośli i miejscowości, których nazwy trudno pamiętać choć przez minutę. Zdarzało się tak, że mijamy skrzyżowanie z tablicą informacyjną, w którą stronę jechać do różnych miejscowości, za skrzyżowaniem otwieramy mapę, żeby sprawdzić, czy dobrze jedziemy, tylko że żadnej nazwy juz nie pamiętamy. Więc wracamy przed skrzyżowanie, ale już z otwartą mapą, żeby od razu sprawdzić kierunek, literując nazwę – np. Nagyvazsony, nie myląc z Totvazsony.

Las Bakoński

Las Bakoński

 

Typowa zabudowa małych miejscowości węgierskich

Typowa zabudowa małych miejscowości węgierskich

Plantacje winorośli

W oddali plantacje winorośli

Do Balatonu jeszcze kawałek...

Do Balatonu jeszcze kawałek...

 

Kolejne plantacje winorośli

Kolejne plantacje winorośli

To już prawie meta

To już prawie meta

No i wreszcie jesteśmy na wzgórzu, z którego widać Balaton. To znaczy ja widzę, a Irena uważa, że wydaje mi się, że widzę. No trudno, ale  oglądając okolicę z następnego wzgórza nikt z nas nie ma wątpliwości, że osiągamy cel. Balaton robi na nas wrażenie. Tak pędzimy do jeziora, ze nawet nikomu nie przyszło do głowy, żeby zrobić jakieś zdjęcia. Dopiero przy brzegu możemy ochłonąć z emocji, ale budza się inne, bo trafiamy na plażę dla naturystów. Irence się nie podoba (??), więc jedziemy dalej, ale tylko kawałek. Lądujemy na kempingu w Balatonakali. Bardzo ładny kemping, plaża tuż obok, więcej nam nic do szczęścia nie trzeba. Opłata za nocleg dla dwóch osób plus namiot kosztuje 3630 HUF. Rachunek jest po węgiersku, więc kompletnie nic nie wiemy, za co płacimy. Ale co tam. Szukamy miejsca na nocleg, czym prędzej rozbijamy namiot i do wody!

Recepcja kempingu

Recepcja kempingu

 

Piękne miejsce na namiot w cieniu drzewa

Piękne miejsce na namiot w cieniu drzewa

 

W drodze na plażę

W drodze na plażę

Wreszcie w wodzie!

Wreszcie w wodzie!

 

Nawet ja zdecydowałem się na kąpiel w jeziorze, a to już jest poważna sprawa

Nawet ja zdecydowałem się na kąpiel w jeziorze, a to już jest poważna sprawa

Brzeg może nie jest najpiękniejszy, ale woda w jeziorze czysta i ciepła

Brzeg może nie jest najpiękniejszy, ale woda w jeziorze czysta i ciepła

 

To ja. Sprawdzam, czy coś jeszcze pamiętam z nauki pływania 30 lat temu

To ja. Sprawdzam, czy coś jeszcze pamiętam z nauki pływania 30 lat temu

Wieczorem wybieramy się na krótki rekonesans po najbliższej okolicy. Jesteśmy bardzo dumni z siebie, że udało nam się zrealizować wyprawę, o której od dawna myśleliśmy, tylko brakowało nam chyba odwagi, żeby wybrać się tylko we dwoje tak daleko. Teraz już wiemy, że nie musimy się takich wypraw obawiać. Więc jaki cel wybierzemy w przyszłym roku?

Nawet w Rzymie trudno znaleźć kościoły w takim zagęszczeniu

Nawet w Rzymie trudno znaleźć kościoły w takim zagęszczeniu

 

Wieczór nad Balatonem

Wieczór nad Balatonem

Kończy się nasza przygoda, jutro przyjeżdża po nas nasz kolega Marek, mamy nadzieję, że zanim przyjedzie, jeszcze coś jutro obejrzymy. Więc do jutra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *