browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Dzień 12 (Balatonakali – Tihany – Balatonakali)

Posted by on 6 czerwca 2012

Dzień 12:
Balatonakali – Tihany – Balatonakali

długość: 40 km

Mapka trasy:


Trasa rowerowa 1623696 – powered by Bikemap

Pięknym słońcem budzi nas ostatni dzień naszej wyprawy. Dziś ma przyjechać Marek i zabrać nas do domu. Z pewnością będzie chciał zanurzyć się w Balatonie, więc kąpiel zostawiamy na później, a ostatnie chwile chcemy wykorzystać na obejrzenie półwyspu Tihany, który uważany jest za najpiękniejsze miejsce Balatonu. Może zdążymy. Półwysep widoczny jest z daleka, bo pokrywają go stosunkowo duże wzniesienia.

Te wzniesienia na horyzoncie - to półwysep Tihany

Te wzniesienia na horyzoncie - to półwysep Tihany

Wokół Balatonu prowadzą bardzo dobrze oznaczone ścieżki rowerowe, czego nie można powiedzieć o całych Węgrzech. Więc jedziemy mając nadzieję, że telefon od Marka z informacją, że już jest na miejscu – zadzwoni jak najpóźniej.

Ścieżka rowerowa wokół Balatonu

Ścieżka rowerowa wokół Balatonu

Jesteśmy na półwyspie, rzeczywiście ładnie tu jest, ludzi też jest sporo. Większość się opala, ale też wielu wędkuje. Mamy nadzieję objechać półwysep , na razie jedziemy w stronę południowego cypla.

Półwysep Tihany

Półwysep Tihany

 

Zbliżamy się do przystani promowej

Zbliżamy się do przystani promowej

Jest telefon od Marka, już jest na miejscu. Nie ma wyjścia – trzeba wracać na kemping.

Z tego miejsca Balaton wygląda, jak prawdziwe morze

Z tego miejsca Balaton wygląda, jak prawdziwe morze

 

Może pociągiem?

Może pociągiem?

Ostatnie spojrzenie na półwysep

Ostatnie spojrzenie na półwysep

Dojeżdżamy na kemping, kontaktuję się z Markiem w sprawie spotkania i nie możemy ustalić miejsca, gdzie jest. Opis okolicy, w której się znajduje zupełnie nie odpowiada miejscu, w którym my jesteśmy. Nie ten kościół, nie ta plaża, nie ten kemping, Balaton nie od południowej strony… Marek dojechał do miejscowości o podobnej nazwie, ale z drugiej strony jeziora. Więc mamy dużo czasu na spakowanie się i na ostatnią kąpiel w Balatonie.

Irena, Marek i Balaton. Każdemu micha się cieszy na widok takiego jeziorka

Irena, Marek i Balaton. Każdemu micha się cieszy na widok takiego jeziorka

Pogoda nam się spisała na piątkę. Dopiero w drodze powrotnej zauważamy pierwsze poważne chmury, pomruki burzy, a za chwilę deszcz. Przed Pragą zaczęło lać tak niemiłosiernie, że z trudem poruszały się samochody. I tak już pozostało aż do Lubomierza, z mniejszym lub większym natężeniem deszczu. Od tej pory padało niemal bez przerwy, ale my byliśmy już na miejscu, dziękując Bogu, że wytrzymał ze wspaniałą pogodą aż do końca naszej wyprawy.

Mamy już pomysł wyprawy na  przyszły rok, ale na razie niech pozostanie w sferze marzeń.

ss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *